W oczekiwaniu
Julia Kaczmarczyk – Piotrowska jest dla nas znana przede wszystkim jako autorka zaskakujących para-reliefów, w których w zadziwiający sposób łączą się pierwiastki malarskiej wrażliwości z namacalnością rzeźbiarskiej materii. Prace te łamią pewien stereotypy, a przez swą aluzyjną „interdyscyplinarność” stanowią ciekawy przykład kolejnego współczesnego wcielenia sztuki o orientacji „abstrakcyjno- strukturalistycznej”. Ostatni cykl prac Julii Kaczmarczyk – Piotrowskiej zatytułowany „W oczekiwaniu” jest jednak zupełnie inny, niż jej realizacje rzeźbiarskie: zdecydowanie zaskakuje i może wzbudzać pewien szeroko zrozumiany niepokój: zarówno u odbiorcy jak u krytyka sztuki. Pierwszą niespodzianką jest tu odmienność medium: mamy do czynienia w tym przypadku z pracami malarskimi. Namalowanymi w technice akrylowej. Prace te przyjmują postać układów abstrakcyjnych, w których barwna konstrukcja obrazu nie jest określana na zasadach kolorystycznej harmonii, znanej nam z lekcji, jakiej udzielić mogą arcydzieła dawnych kolorystów. Jaskrawość, pewna surowość czy też „sztuczność” tonacji barwnych zdaje się sugerować, że Autorka nie chce odnosić się do pikturalnych doświadczeń dawnej sztuki. Cykl ten powstawał raczej na drodze intuicyjnych decyzji i w związku z tym nie posiada on klarownie określonej, typowo racjonalnej, sfery koncepcyjnej. Prace te są zmysłowe, na pewno atrakcyjne wizualnie, czasem do tego stopnia, że ich „estetyzm” może zagłuszać pierwiastki ekspresji i emanacji treści. A jednak, nie można wspomnianych obrazów ocenić negatywnie. Okazuje się bowiem, że istnieją one w pewnej sferze artystycznej niejednoznaczności. Niektóre z nich wyraźnie akcentują na przykład swe odniesienie do pewnych elementów porządku kosmosu, stwarzania, stawania się. Inne przypominają trochę obrazy typu informel lub prezentują wręcz pulsującą zmysłowość tego, co fizykalnie biologiczne. Tak różne sugestie zamknięte w ramach jednego malarskiego cyklu po raz kolejny mogą nas niepokoić i wzbudzać podejrzenie, że mamy tutaj do czynienia z efektem swego rodzaju niekontrolowanego zapisu „potoku świadomości”. A jednak i to przekonanie może okazać się pozorne – szczególnie wtedy, kiedy poznamy biograficzny kontekst powstania ostatnich obrazów Julii Kaczmarczyk – Piotrowskiej. Były one tworzone w czasie, kiedy Autorka przygotowywała się do macierzyństwa, kiedy „stan błogosławiony’, używając tego odrobinę pretensjonalnego obecnie sformułowania, wpływał na jej kondycję, obawy, nadzieje i rozmaite przemyślenia. Przemyślenia, które dotyczyły i tego, co duchowe i tego, co czysto fizykalne. Stan „błogosławiony” – to swoisty stan „zawieszenia” pomiędzy nadzieją a niepokojem, duchowością a fizycznością, czy też euforią a lękiem. Tak rozmaite emocje wykluczają często klarowność i ostateczność w sposobie ujmowania rzeczy. Jak twierdzi sama Julia Piotrowska: jej najnowszy cykl miał tak naprawdę „zobrazować” w niedosłowny sposób stan w jakim się ostatnio znalazła. W takiej perspektywie cykl „W oczekiwaniu” nabiera zupełnie odmiennego znaczenia i oddziaływania, niż w momencie, kiedy oceniamy same tylko obrazy w oderwaniu od określonego okresu biografii Autorki. Myślę, że cykl Julii Kaczmarczyk – Piotrowskiej pt. „W oczekiwaniu” nie powinien być postrzegany li tylko poprzez standardowe tropy interpretacji malarskiej formy i powiązanych z nią treści. Cykl ten jest na tyle „amorficzny” pod względem swej koncepcji i określonych elementarnych decyzji determinujących formę pojedynczych już jego kompozycji, że oceniając go tylko w perspektywie autonomicznej samodzielności poszczególnych dzieł – skazani jesteśmy na formułowanie ambiwalentnych stwierdzeń i ocen. Być może zatem, konieczne jest tu powiązanie jego istnienia z wymiarem szeroko rozumianego kontekstu jego powstania? A może warto by w przypadku omawianego cyklu odnieść się do jakże częstej w przypadku ponowoczesnej sztuki kategorii „recepcji nieosądzającej”? Malarskie prace Julii Kaczmarczyk – Piotrowskiej to swoiste próby zapisu emocji szczególnego rodzaju stanu, w którym znalazła się Autorka. Próby, nieroszczące sobie prawa do bycia doskonałymi arcydziełami. Bo czyż w ogóle możliwe jest współcześnie stworzenie czegoś, co miałoby szansę pretendowania do rangi absolutnego arcydzieła? Czy są to próby udane? No cóż, odpowiedzi na to pytanie nie sposób udzielić w ramach jednoznacznego stwierdzenia. Sztuka Julii Kaczmarczyk – Piotrowskiej pozostawia nam i w tym względzie margines wolnego wyboru, zawieszonego niejako w wymiarze oczekiwania.
Rafał Boettner – Łubowski 2007